Faktoringowe deja vu – po każdym upadku zawsze można się podnieść

sala konferencyjnaKilka lat temu zgłosił się do nas potencjalny klient – producent mebli. Poszukiwał faktoringu, jak większość naszych klientów, z powodu braku płynności finansowej w firmie. Startował w przetargach na jednostki samorządowe lub inne podmioty „państwowe”. Już na starcie potrzebował gotówki, bo zawsze trzeba było wpłacić wadium, a jeśli udało mu się przetarg wygrać to potrzeby gotówkowe były coraz większe. Najczęściej taki przetarg był fakturowany tylko raz, fakturą końcową za całość dostarczonego towaru, natomiast produkcję musiał sfinansować z własnych środków, a potem jeszcze czekać 30 dni na zapłatę. I tak, mimo bardzo dobrych odbiorców swoich produktów, którzy terminowo spłacali zobowiązania, zaczął się borykać z problemami finansowymi.

Podpisaliśmy umowę faktoringową z regresem i rozpoczęliśmy finansowanie. Po dość krótkim czasie okazało się, że klientowi nie wystarczało finansowanie wystawionych faktur bo ciągle brakowało mu środków na wadia i realizację przetargów, zanim jeszcze powstała faktura za produkty gotowe. Zdecydował się na korzystanie z drugiego z naszych produktów – z faktoringu zamówieniowego. Ustanowił zabezpieczenie na posiadanej nieruchomości i tym samym otworzył sobie możliwość finansowania kontraktów już na etapie podpisania umowy. Wszystko zaczęło się układać tak jak powinno – klient podpisywał umowę, dostawał od nas środki na zakup materiałów do produkcji, wykonywał zamówienie, dostarczał je i wystawiał fakturę. Wówczas faktoring zamówieniowy automatycznie przekształcał się w standardowe finansowanie i klient znowu zyskiwał limit na finansowanie kolejnych zamówień.

Niestety idylla dość szybko się skończyła, gdyż okazało się, że klient podjął się realizacji zbyt dużej liczby zamówień. I mimo tego, że wygrywał przetargi i miał pieniądze na zakup materiałów, nie mógł zdążyć z realizacją na czas. Terminy dostaw w różnych przetargach pokrywały się, a jego moce produkcyjne były przecież ograniczone. I w ten sposób pojawiły się kolejne kłopoty. Odbiorcy zaczęli naliczać kary umowne za nieterminowe realizacje umów, a nawet je rozwiązywać, co też automatycznie powodowało naliczanie kar za niezrealizowanie umowy. Firma przestała regulować swoje zobowiązania, płacić podatki i składki na ubezpieczenia. Zaczęły się pojawiać zajęcia komornicze.

Zadłużenie narosło również z tytułu podpisanej z klientem umowy faktoringowej. Nie spłacały się wypłacone na realizację zamówień zaliczki. AOW Faktoring w takich sytuacja zawsze stara się podchodzić do klienta empatycznie i tym razem również wyciągnęliśmy pomocną dłoń. Podpisaliśmy z klientem ugodę z wnioskowanymi przez niego terminami spłaty. Niestety, mimo odroczonego terminu, klientowi nie udało się spłacić zadłużenia nawet w minimalnej wysokości. Kontakt z klientem też nagle stał się utrudniony, wręcz niemożliwy. Nie było innego wyjścia – konieczne było skierowanie sprawy na drogę sądową. Uzyskaliśmy nakaz zapłaty i przekazaliśmy sprawę do komornika. Zajęcia komornicze nie przyniosły rezultatów, bo wszystko już było pozajmowane przez komorników. Zapadła więc decyzja o wykorzystaniu ostatecznego rozwiązania – egzekucji z hipoteki wpisanej na naszą rzecz na nieruchomości dłużnika. Dopiero widmo utraty nieruchomości spowodowało, że klient ponownie zaczął się z nami kontaktować i obiecywał spłatę zadłużenia. Dotarło do niego, że najgorsze co można było zrobić to „chować głowę w piasek”. Gdyby próbował rozmawiać z AOW, wyjaśnić całą sytuację i przedstawić plan działania, choćby tymczasowy, sytuacja zapewne skończyłaby się inaczej. Zawsze warto rozmawiać i szukać rozwiązania problemu.

Wszystkie te problemy przyniosły klientowi jeszcze jeden wymierny skutek, mianowicie nie mógł samodzielnie startować w przetargach z powodu zaległości i toczących się przeciwko niemu egzekucji. Rozpoczął więc produkcję jako podwykonawca innych firm z branży meblarskiej. I tak zaczął powoli spłacać swoje zadłużenie. Wpłaty były wprawdzie niewielkie, ale w końcu, po kilku latach, sprawa ruszyła z miejsca.

Niestety, jak to w życiu bywa, znowu los wziął sprawy w swoje ręce. W hali produkcyjnej naszego klienta wybuchł pożar i strawił dosłownie wszystko – maszyny i urządzenia do produkcji mebli, materiały oraz przygotowane do wysyłki produkty gotowe. I znowu zamówienie przetargowe nie zostało dostarczone na czas. Przyszło chwilowe załamanie, niechęć do kolejnego startu od zera, ale po kilku dniach trzeba było podjąć kluczowe decyzje. Klient stwierdził, że nie może się teraz poddać, że musi walczyć o swój dom, o rodzinę, o przyszłość i postanowił kolejny raz odbudować firmę.

Kilka miesięcy temu dłużnik ponownie stał się naszym klientem. Znowu produkuje, zarówno jako podwykonawca, ale też na własny rachunek, startując samodzielnie w przetargach. Wystawia faktury i przekazuje je do finansowania, a zysk z każdego zrealizowanego zamówienia przekazuje na spłatę zadłużenia. AOW Faktoring wstrzymało egzekucję z nieruchomości i cierpliwie oczekuje każdej, regularnej już wpłaty na poczet zaległości.

Opisany powyżej przypadek świadczy o tym, że może się zdarzyć słabszy moment w każdej, nawet najlepiej prosperującej działalności gospodarczej. AOW Faktoring zawsze stara się pomagać klientowi w trudnych sytuacjach, nie skazuje go od razu na porażkę. Jeżeli pomimo „powinięcia się nogi” klient nie unika kontaktu, nie próbuje uciekać z majątkiem, przedstawia swój plan wyjścia z trudnej sytuacji a przede wszystkim szczerze i uczciwie rozmawia – w AOW zawsze dostanie drugą szansę.

Agnieszka Staniec
Prokurent w AOW Faktoring S.A.